Polski rząd odczytał konkluzje Rady Europejskiej jako polityczne otwarcie na ponowną ocenę ETS2. Miłosz Motyka podkreślał, że Warszawa zabiega zarówno o więcej czasu, jak i o zmianę parametrów systemu, które wpływałyby na cenę paliw kopalnych wykorzystywanych w transporcie i ogrzewaniu.
ETS2 jest odrębnym od istniejącego rynku emisji mechanizmem dla paliw spalanych w budynkach, transporcie drogowym i części małego przemysłu. Obowiązek rozliczania uprawnień ma spoczywać na dostawcach paliw, ale koszt może zostać przeniesiony na odbiorców w cenach benzyny, oleju napędowego, gazu, węgla lub oleju opałowego.
Premier Donald Tusk mówił po szczycie, że zapis o rewizji znosi w jego ocenie automatyzm wejścia systemu w 2027 roku. Była to interpretacja polityczna polskiego rządu: sama konkluzja nie uchylała przyjętych unijnych przepisów i do formalnej zmiany potrzebny byłby dalszy proces legislacyjny.
Spór dotyczył pogodzenia redukcji emisji z kosztami społecznymi transformacji. Unijne regulacje przewidują Społeczny Fundusz Klimatyczny dla gospodarstw i mikroprzedsiębiorstw, jednak Polska argumentowała, że skala zależności od paliw kopalnych wymaga dodatkowych zabezpieczeń i czasu.
Co oznaczał zapis ze szczytu
- Przywódcy dopuścili dalszą dyskusję o działaniu ETS2.
- Polska domagała się zmiany terminu i parametrów cenowych.
- System ma dotyczyć paliw używanych w budynkach i transporcie drogowym.
- Do zmiany obowiązujących przepisów potrzebne były kolejne decyzje instytucji UE.