Litewska Komisja Bezpieczeństwa Narodowego zebrała się po trzech kolejnych wieczorach zakłóceń na lotnisku w Wilnie. Obiekty wlatujące od strony Białorusi powodowały odwołania i przekierowania lotów; wcześniej podobny incydent dotknął także port w Kownie.
Przejście w Solecznikach zostało zamknięte na czas nieokreślony, a przez Miedniki wpuszczano tylko wybrane grupy podróżnych. Projekt dalszych restrykcji przewidywał wyjątki między innymi dla dyplomatów oraz obywateli Litwy i innych państw Unii wracających z Białorusi.
Władze traktowały serię incydentów nie tylko jako problem przemytniczy, lecz także jako zagrożenie dla bezpieczeństwa lotniczego i element presji hybrydowej. Ostateczną decyzję o długości zamknięcia rząd miał podjąć 29 października.
Białoruski minister spraw zagranicznych Maksym Ryżenkow odrzucał odpowiedzialność Mińska i nazywał działania Litwy prowokacją. Mieszkająca na emigracji w Litwie białoruska liderka opozycji Swiatłana Cichanouska uznała zamknięcie przejść za logiczny krok dla ochrony bezpieczeństwa, apelując zarazem o utrzymanie ruchu humanitarnego i pasażerskiego dla praworządnych Białorusinów.
Dlaczego Wilno zaostrzyło środki
- Balony zakłócały pracę lotniska w Wilnie przez trzy kolejne wieczory.
- Soleczniki zamknięto, a ruch przez Miedniki ograniczono.
- Restrykcje miały zawierać wyjątki dla dyplomatów i obywateli UE wracających do kraju.
- Rząd miał zdecydować 29 października o dalszym czasie obowiązywania zamknięcia.