Donald Tusk potwierdził rano, że wybuch na trasie Warszawa–Lublin był aktem dywersji. Według premiera ładunek mógł zostać podłożony z zamiarem doprowadzenia do katastrofy pociągu. Nikt nie odniósł obrażeń ani pod Miką, ani w drugim zdarzeniu na Lubelszczyźnie.

Prokuratura Krajowa objęła jednym śledztwem uszkodzenia infrastruktury linii kolejowej nr 7 w okolicach Miki i Gołębia. Postępowanie wszczęto między innymi w kierunku aktów dywersji o charakterze terrorystycznym, popełnionych na rzecz obcego wywiadu; na tym etapie nie wskazano publicznie sprawców ani zleceniodawców.

Linia Warszawa Wschodnia–Dorohusk ma znaczenie zarówno dla ruchu pasażerskiego, jak i transportów w stronę Ukrainy. Premier zwołał na następny poranek nadzwyczajne posiedzenie Komitetu do spraw Bezpieczeństwa Narodowego, a wojsko miało sprawdzić około 120 kilometrów torów prowadzących ku granicy.

Co potwierdzono 17 listopada

  • W pobliżu Miki eksplozja zniszczyła fragment toru.
  • Koło Gołębia uszkodzenie linii zmusiło pociąg z 475 pasażerami do hamowania.
  • W obu zdarzeniach nikt nie został ranny.
  • Prokuratura badała możliwe działanie na rzecz obcego wywiadu, nie przesądzając jeszcze autorstwa.