Argentyna rozpoczęła obronę tytułu od meczu z Algierią w Kansas City. Lionel Messi zdobył hat-trick — pierwszy w karierze na mundialu — i wyrównał rekord Miroslava Klose: 16 bramek w historii Mistrzostw Świata. Dla mediów sportowych to nie tylko wynik, lecz potwierdzenie, że 38-letni kapitan nadal definiuje tempo i kreatywność drużyny.
We Francji Kylian Mbappé strzelił dwa gole w meczu z Senegalem i został najlepszym strzelcem w historii reprezentacji — 58 bramek, wypierając Olivier Girouda. Mecz był trudny: Francuzi do przerwy oddali tylko jeden strzał, bez celnego. Przełom przyniósł Michael Olise, asystując Mbappé w 66. minucie, a Bradley Barcola dopełnił dzieła zaraz po wejściu na boisko. Senegal odpowiedział, ale Mbappé z dystansu ustalił wynik 3:1.
Erling Haaland zadebiutował na mundialu w barwach Norwegii, która wróciła na turniej po 28 latach. Strzelił dwukrotnie w zwycięstwie 4:1 nad Irakiem; Leo Østigård i gol samobójczy przeciwnika domknęły wynik. Dla prasy to symboliczny powrót kraju, który długo stał na uboczu największych imprez.
W tym samym oknie wyników Austria pokonała Jordanię 3:1 — pierwsze zwycięstwo Austriaków na mundialu od 36 lat. Łącznie ta noc pokazała, że turniej w formacie 48 drużyn nie musi rozpraszać uwagi: gwiazdy wciąż budują wspólną opowieść dnia.
Co to znaczy dla turnieju
- Messi ponownie stawia pytanie o dziedzictwo — media porównują go do Pelé i Maradony w kontekście wpływu na wynik całej reprezentacji, nie tylko statystyk.
- Mbappé wchodzi w fazę, w której jest liderem bez dyskusji — presja po Euro i wcześniejszych porażkach częściowo zdejmuje hat-trick rywala z nagłówków, ale nie z tablic wyników.
- Haaland wreszcie na mundialu — sponsorzy, tabloidy i serwisy analityczne mają nowy wątek: czy Norwegia to dark horse, czy tylko jednorazowy efekt blasku.