W niedzielę siły powietrzne Stanów Zjednoczonych przeprowadziły nalot na dwie wyrzutnie rakietowe należące do Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, rozmieszczone na małej irańskiej wyspie Larak niedaleko Bandar Abbas, przy wjeździe do Cieśniny Ormuz. Amerykańskie dowództwo centralne (CENTCOM) opisało operację jako ograniczoną i precyzyjną akcję wymierzoną w siły przygotowujące zaminowanie szlaku.
Według amerykańskich urzędników wywiad zaobserwował, że oddziały IRGC szykowały się do wystrzelenia rakiet niosących miny morskie w stronę cieśniny, którą przepływa około jednej piątej światowego handlu ropą. Prezydent USA wcześniej ostrzegał, że każda jednostka układająca nowe miny zostanie zniszczona, co administracja przywołała jako uzasadnienie prewencyjnego uderzenia.
Strona irańska przekazała, że w ataku zginęli i zostali ranni żołnierze oraz osoby cywilne, nie podając dokładnych liczb. Kilka godzin po nalocie IRGC ogłosił operację odwetową pod nazwą „Ukaranie Agresora”, wymierzoną w bazy lotnicze King Hussein oraz Al Azraq w Jordanii, twierdząc, że zniszczył infrastrukturę techniczną i remontową oraz miejsca rozmieszczenia myśliwców.
Armia Jordanii podała, że przechwyciła co najmniej osiem pocisków, a w żadnej z dwóch baz nie odnotowano rannych. Był to pierwszy od ponad miesiąca bezpośredni atak Iranu na cele wojskowe poza swoim terytorium od czasu lutowej ofensywy USA i Izraela, w wyniku której zginął najwyższy przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei.
Najważniejsze fakty
- USA uderzyły w dwie wyrzutnie IRGC na wyspie Larak w Cieśninie Ormuz.
- IRGC odpowiedział atakiem rakietowo-dronowym na dwie bazy lotnicze w Jordanii.
- Jordańska obrona powietrzna przechwyciła co najmniej osiem pocisków bez ofiar wśród personelu baz.