Rosja przeprowadziła w nocy jeden z większych w ostatnich tygodniach nalotów dronowych na Ukrainę, wymierzony w 13 obwodów kraju. Według ukraińskich doniesień użyto około 160 dronów, z których aż 110 miało napęd odrzutowy — to właśnie taki dron po raz pierwszy dosięgnął Lwowa, miasta leżącego około 70 km od granicy z Polską. Ukraińska obrona przeciwlotnicza podała, że zestrzelono 117 dronów, w tym 82 odrzutowe.

Najtragiczniejszy przebieg miał atak na Zaporoże, gdzie bomby kierowane trafiły w blok mieszkalny. Lokalne władze podały, że zginęło 12 osób, w tym troje dzieci, a 14 osób zostało rannych, z czego dwie w stanie krytycznym. Uszkodzone zostały też inne budynki mieszkalne i infrastruktura miasta.

W reakcji na rosyjski nalot po północy w polskiej przestrzeni powietrznej przez pewien czas operowało lotnictwo wojskowe, a Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało alerty do mieszkańców Lubelszczyzny i Podkarpacia. To kolejna w ostatnich tygodniach sytuacja, w której skala rosyjskiego uderzenia na sąsiada skłania polskie dowództwo do prewencyjnego podniesienia samolotów w rejonie wschodniej granicy.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski skomentował atak, pisząc, że „Rosja każde złagodzenie presji traktuje jak sygnał, że można dalej walczyć” oraz że „prezenty dla Putina nie przyniosą pokoju”. Merem Lwowa Andrijem Sadowym i lokalnymi władzami potwierdzono skalę zniszczeń w mieście, choć bez dokładnych informacji o ofiarach na miejscu pierwszego uderzenia drona odrzutowego.

Co wiadomo

  • Rosja użyła ok. 160 dronów, z czego 110 odrzutowych; po raz pierwszy taki dron trafił w Lwów, ok. 70 km od granicy z Polską.
  • W Zaporożu bomby kierowane trafiły w blok mieszkalny — zginęło 12 osób, w tym troje dzieci, 14 osób rannych.
  • Polskie lotnictwo wojskowe operowało w przestrzeni powietrznej, RCB wysłało alerty na Lubelszczyznę i Podkarpacie.