Tanzańczycy wybierali prezydenta, deputowanych i lokalnych radnych, lecz kampania została ograniczona przez działania wobec opozycji. Lider największej partii opozycyjnej CHADEMA Tundu Lissu przebywał w areszcie i mierzył się z zarzutem zdrady, a kandydat ACT-Wazalendo Luhaga Mpina nie został dopuszczony do startu.

W Dar es Salaam protestujący wyszli na ulice, doszło do podpaleń i starć, a władze od godziny 18 wprowadziły godzinę policyjną. Wojsko pojawiło się również na ulicach Dodomy i Zanzibaru. Doniesienia o przemocy napływały także z innych części kraju.

Organizacje monitorujące sieć odnotowały ogólnokrajowe zakłócenia internetu. Afrykańska Komisja Praw Człowieka i Ludów oceniła później, że w dniu wyborów doszło do cyfrowego blackoutu, który drastycznie ograniczył dostęp do informacji i możliwość dokumentowania wydarzeń.

Samia Suluhu Hassan ubiegała się o pierwszy pełny mandat po przejęciu urzędu w 2021 roku po śmierci Johna Magufulego. Oficjalne wyniki miały zostać ogłoszone później; 29 października najważniejszą wiadomością nie był rezultat, lecz gwałtowny przebieg samego głosowania i brak pełnej konkurencji politycznej.

Dlaczego wybory budziły sprzeciw

  • Dwóch głównych przeciwników urzędującej prezydentki nie znalazło się na karcie.
  • W Dar es Salaam wprowadzono wieczorną godzinę policyjną.
  • Wojsko rozmieszczono w kilku ważnych ośrodkach.
  • Ogólnokrajowe zakłócenia internetu utrudniały niezależną ocenę wydarzeń.