Z ustaleń UOKiK wynika, że Aiqlabs uzyskiwała od klientów pełnomocnictwa, a następnie działała jednocześnie jako pożyczkodawca i pełnomocnik konsumenta przy zawieraniu umowy o kartę kredytową.

Opłaty początkowe miały być naliczane od pierwotnie przyznanego, wysokiego limitu. Bezpośrednio potem umowę aneksowano i limit obniżano, więc klient nie otrzymywał do dyspozycji kwoty, od której policzono koszty.

W przykładzie opisanym przez urząd przy limicie 12,5 tys. zł naliczono 2925 zł opłat, po czym kwotę dostępną dla klientki zmniejszono do 2500 zł. Opłaty liczone od rzeczywiście udostępnionej sumy wyniosłyby 625 zł.

Drugi zarzut dotyczy wskazywania w umowach opłat początkowych w wysokości 0 zł, mimo ich późniejszego naliczenia i potrącenia z pożyczki. Spółce za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów grozi kara do 10 proc. obrotu.

Co kwestionuje urząd

  • Naliczanie opłat od limitu, którego klient faktycznie nie otrzymywał.
  • Zawieranie i aneksowanie umowy przez spółkę działającą także jako pełnomocnik konsumenta.
  • Informowanie w umowie o opłatach wynoszących 0 zł mimo późniejszego obciążenia klienta.