Wiceminister obrony Cezary Tomczyk poinformował w poniedziałek, że minister obrony zmienia procedury postępowania polskich samolotów i śmigłowców wojskowych wobec obiektów zbliżających się do polskiej przestrzeni powietrznej z kierunku Rosji. Dotychczas obowiązywał wymóg wizualnej identyfikacji celu przed podjęciem decyzji o reakcji — teraz zastąpi go tzw. pozytywna identyfikacja.
Nowe podejście opiera się na danych z radarów i czujników, analizie prędkości, wysokości i trajektorii lotu obiektu oraz na braku sygnału IFF (identyfikacji swój–wróg). Tomczyk podkreślił, że zmiana nie oznacza mniej rygorystycznej identyfikacji, lecz inny jej sposób: „nie mniej identyfikacji, a inny sposób jej prowadzenia: szybszy i oparty na danych z wielu źródeł”.
Jako powód zmiany wiceminister wskazał rosnące zagrożenie ze strony Rosji, doświadczenia z wojny w Ukrainie oraz pojawienie się nowych środków ataku powietrznego — przede wszystkim szybkich dronów odrzutowych i rakiet manewrujących, wobec których czas na reakcję jest bardzo krótki. Przywołano m.in. wrześniowe, około 42-sekundowe naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjski śmigłowiec, lipcowe wtargnięcie pocisku manewrującego Kh-101 oraz nocny przelot około 20 rosyjskich dronów nad wschodnią granicą Polski w 2025 roku.
Decyzja zapada po wcześniejszych wrześniowych ostrzeżeniach premiera Donalda Tuska, który mówił, że według wywiadu Rosja planuje uderzenia w państwa wschodniej flanki NATO przedstawiane jako przypadkowe — co dodatkowo uzasadnia skrócenie czasu reakcji polskich sił powietrznych.
Co się zmienia
- Zamiast wizualnej identyfikacji obiektu — „pozytywna identyfikacja” z wielu źródeł danych (radar, czujniki, trajektoria, brak IFF).
- Celem jest szybsza reakcja na szybkie drony odrzutowe i rakiety manewrujące.
- Zmianę uzasadniono m.in. wrześniowym, ok. 42-sekundowym naruszeniem przestrzeni powietrznej przez rosyjski śmigłowiec oraz lipcowym wtargnięciem pocisku Kh-101.