Około 3,4 mln uprawnionych do głosowania w Bośni i Hercegowinie wybierało w niedzielę trzech członków tripartyjnego prezydium państwa, deputowanych do parlamentu krajowego oraz władze obu podmiotów federacji — Republiki Serbskiej i Federacji Bośni i Hercegowiny. Według wstępnych wyników na fotel serbskiego członka prezydium prowadziła Żeljka Cvijanović ze Związku Niezależnych Socjaldemokratów (SNSD), na fotel bośniacki — Denis Bećirović z SDP-BiH, a na fotel chorwacki — Darijana Filipović z HDZ-BiH.
Choć Milorad Dodik nie mógł kandydować po ubiegłorocznym wyroku skazującym go za podważanie postanowień porozumienia pokojowego z Dayton z 1995 roku, ogłosił przed zwolennikami zwycięstwo swojej partii, mówiąc: „Nikt nie powinien żądać od nas, żebyśmy zmienili naszą politykę”. W swoim wystąpieniu pochwalił prezydenta USA Donalda Trumpa i podziękował prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi.
Komentatorzy opisują wybory jako zdominowane przez powojenną, etniczną retorykę, a nie realną debatę o reformach. Część wyborców wyrażała frustrację ograniczonym wyborem — aktywista Adi Selman mówił mediom, że wynik głosowania „niczego nie zmieni”. Wpływy Rosji w Republice Serbskiej, widoczne w deklaracjach Dodika, komplikują dążenia Bośni do integracji europejskiej.
Ostateczne, w pełni potwierdzone wyniki miała ogłosić w kolejnych dniach Centralna Komisja Wyborcza, która odnotowała frekwencję na poziomie około 42 proc. — niższą niż w wyborach z 2022 roku.
W skrócie
- Wstępne wyniki: Cvijanović (SNSD) na fotel serbski, Bećirović (SDP-BiH) na bośniacki, Filipović (HDZ-BiH) na chorwacki.
- Zdelegalizowany Milorad Dodik ogłosił zwycięstwo swojej partii, chwaląc Trumpa i dziękując Putinowi.
- Frekwencja wyniosła ok. 42 proc., niżej niż w wyborach 2022 roku.