W Izraelu we wtorek 27 października odbyły się pierwsze wybory parlamentarne od ataku z 7 października 2023 roku. Według AFP frekwencja wyniosła prawie 78 proc., czyli najwięcej od 1999 roku. Sondaże exit poll trzech głównych stacji telewizyjnych pokazały oba bloki na poziomie około 51 mandatów, czyli poniżej progu 61. Początkowo przewagę przypisywano opozycji, potem prognozy skorygowano. Listy arabskie mają według tych szacunków zdobyć 17–18 mandatów, co byłoby wyraźnym wzrostem.

Benjamin Netanjahu przemawiał do zwolenników w Jerozolimie po godz. 3:00 w nocy. Nie ogłosił bezpośrednio zwycięstwa, ale wezwał do „silnego rządu prawicy” i do tego, by „żydowska i syjonistyczna większość się zjednoczyła”. Lider opozycji Gadi Ajzenkot, były szef sztabu armii, powiedział w Tel Awiwie, że „społeczeństwo zagłosowało za zmianą”, a Netanjahu jest „premierem przejściowym, bez mandatu i zaufania obywateli”. Z relacji TVN24 wynika, że Likud zdobył najwięcej głosów, a Ajzenkot wezwał premiera do odejścia z polityki.

O układzie sił może zdecydować stosunek do partii arabskich. Ajzenkot deklarował w kampanii, że nie będzie rządzić z udziałem arabskich posłów, a Netanjahu sugerował, że rząd zależny od ich głosów nie miałby legitymacji. Mansour Abbas, jeden z liderów izraelskich Arabów, ocenił, że prawica „poniosła dużą porażkę”, i wyraził gotowość współpracy z Ajzenkotem. Według AFP arabscy posłowie mogliby poprzeć rząd mniejszościowy w głosowaniach bez wchodzenia do koalicji; w razie niepowodzenia Izrael stanąłby przed kolejnymi wyborami. Ajzenkot oświadczył, że druga tura wyborów byłaby błędem i obiecał utworzyć rząd „szybko”.

W skrócie

  • Frekwencja: prawie 78 proc., najwięcej od 1999 roku.
  • Exit poll: oba bloki po ok. 51 mandatów, próg większości to 61.
  • Listy arabskie: według prognoz 17–18 mandatów.
  • Oficjalne wyniki nie zostały jeszcze ogłoszone; liczenie trwa.