We wtorek 3 listopada, przed posiedzeniem rządu, Donald Tusk poinformował, że złożył kontrasygnatę pod wnioskami o powołanie nowych członków zarządu NBP. Zrobił to, jak powiedział, zgodnie z rekomendacją ministra finansów Andrzeja Domańskiego. Dokumenty zostały przekazane prezydentowi Karolowi Nawrockiemu, którego podpis jest jeszcze wymagany.

Tusk uzasadnił decyzję chęcią uniknięcia paraliżu banku centralnego: „Groził nam taki klincz: brak zarządu, brak możliwości prowadzenia prac NBP”. Dodał, że NBP musi być chroniony przed niepotrzebnymi wstrząsami, w tym w kontekście postępowania w Sejmie dotyczącego prezesa NBP Adama Glapińskiego, i że ktoś musi myśleć, jak stabilizować polską złotówkę.

Kadencja drugiego wiceprezesa NBP Adama Lipińskiego kończy się w środę 4 listopada. Według RMF24 po jego odejściu zarząd liczyłby pięć osób i nie miałby wiceprezesa, a ustawa o NBP wymaga, by w zarządzie, oprócz prezesa, zasiadało od sześciu do ośmiu członków, w tym dwóch wiceprezesów. Mandat Marty Gajęckiej trwa do 1 stycznia 2027 roku.

Prezydent Nawrocki skierował w październiku ponowny wniosek o powołanie czterech członków zarządu: Marty Kightley oraz trzech obecnych członków Rady Polityki Pieniężnej: Ludwika Koteckiego, Przemysława Litwiniuka i Marcina Zarzeckiego. Według RMF24 w lutym Tusk odmówił kontrasygnaty, a postanowienie zwrócono bez podpisu. Przejście trzech członków RPP do zarządu oznacza konieczność uzupełnienia składu Rady.

Najważniejsze fakty

  • Kontrasygnata premiera: 3 listopada; dokumenty u prezydenta, który musi je jeszcze podpisać.
  • Kadencja wiceprezesa Lipińskiego kończy się 4 listopada.
  • Ustawa o NBP: prezes plus 6-8 członków zarządu, w tym dwóch wiceprezesów.